wtorek, 5 czerwca 2018

Kot i samolot cz. II - jak wygląda dzień lotu?

Oto druga część poradnika dotyczącego przewozu kota samolotem!

Leon, nie mając za bardzo innego wyboru, leciał w luku bagażowym, dlatego cała opisana przeze mnie procedura dotyczyć będzie tego rozwiązania. Pewnie różni się ona momentami od tej, którą należy przejść, zabierając kota na pokład, ale myślę, że wiele punktów będzie się pokrywać.

Jeśli chcesz dowiedzieć się, jakie kroki należy poczynić przed lotem, zajrzyj do pierwszej części tego poradnika - tutaj :)

No to lecimy!




Uspokajacze 

Jak przygotować kota do lotu? Intuicyjnie mogłoby się wydawać, że najlepiej podać mu leki uspokajające, by przespał całe wydarzenie. Okazuje się jednak że NIE WOLNO TEGO ROBIĆ. Leki obniżają wydolność oddechowo - krążeniową i mogą być niebezpieczne, a nawet śmiertelne dla zwierzaka. Jedynymi specyfikami, jakich można użyć, są ziołowe uspokajacze i feromony rozpylane w transporterze, nie bezpośrednio na kota. Zwierzak musi wyglądać na żywego - jeśli będzie otumaniony, obsługa może odmówić wzięcia go na pokład.


Jedzenie i picie

W dniu lotu zwierzak powinien zjeść coś lekkiego i napić się wody. Nie powinno się podawać jedzenia na 8 godzin przed lotem, ani w jego trakcie (gwarantuję Ci, że nawet jeśli dasz mu jego ulubione smakołyki, ze stresu nawet ich nie powącha). Można podawać mu wodę (niektóre linie oferują kostki lodu, które podczas lotu rozpuszczają się i dają zwierzakowi orzeźwienie), ale podobnie jak w przypadku jedzenia - kot prawdopodobnie jej nie tknie. Z psem może natomiast być inaczej. Z naszego doświadczenia wynika, że najlepiej jest zostawić kota w spokoju - nie wyciągać go na siku, nie podawać jedzenia ani picia, a raczej postawić w ustronnym miejscu i dać mu się stresować w jego własny sposób.

Procedura na lotnisku

Na lotnisku trzeba zjawić się oczywiście odpowiednio wcześniej. Dokładny czas przed lotem, w jakim można odprawić zwierzaka powinien znaleźć się na stronie przewoźnika, a jeśli go nie znajdziesz- warto zadzwonić na infolinię. My mniej więcej półtora godziny przed odlotem podeszliśmy do bramki, gdzie pracownik sprawdził wszystkie niezbędne zapisy w paszporcie, obejrzał transporter i przykleił nalepki z ostrzeżeniem "LIVE ANIMAL". Tu trzeba zaznaczyć, że przed przyjazdem na lotnisko sami również okleiliśmy transporter - przygotowaliśmy nalepki z tekstem w trzech językach - angielskim, niemieckim i hiszpańskim, z taką treścią:

Cześć, jestem Leon i jestem żywym zwierzęciem.
Lecę na Gran Canarię lotem nr XXX.
Podróżuję razem z moim opiekunem Justyną Janiuk (nr telefonu).

Polecam stworzyć taką naklejkę - dla zabezpieczenia, ale też dla przełamania lodów pomiędzy Tobą - zestresowanym właścicielem zwierzaka, a obsługą, która zamiast kolejnego problemu zaczyna widzieć w Tobie kogoś, kto chce ułatwić im pracę :)


Po sprawdzeniu kociego paszportu i naszych rezerwacji, musieliśmy dokonać opłaty za transport zwierzęcia, a następnie udać się do innego okienka, w którym sprawdzono dokładnie transporter. Żeby to zrobić, należało wyjąć kota i przepuścić pustą klatkę przez rentgen. Tutaj może przydać się ręcznik lub koc, żeby okryć siebie i wystraszonego zwierzaka. Generalnie nie poleca się zakładania żadnych obróżek ani szelek, bo kot w akcie paniki może się po prostu nimi uszkodzić. Przed lotem warto jednak poobcinać pazury ;) Nie ma innego rozwiązania, jak po prostu mocno go trzymać i liczyć na to, że nie ucieknie.

Przy tym samym okienku musieliśmy zostawić Leona i udać się na własny security check - zanim jednak to zrobiliśmy, zabezpieczyliśmy transporter przed otwarciem jedną z takich plastikowych opasek - dzięki temu mieliśmy pewność, że klatka przypadkowo się nie otworzy. Wybraliśmy taki sposób zamknięcia, ponieważ w razie zagrożenia życia zwierzaka, ktokolwiek mógłby przeciąć opaskę, czego nie dało by się zrobić przy założeniu kłódki.

Kiedy dostaliśmy się już pod bramkę do wejścia, koczowałam przy oknie, czekając na bolid ;) I tu muszę naprawdę bardzo pochwalić lotnisko w Dreźnie i samą Germanię - transporter przyjechał na osobnej pace, został delikatnie, ręcznie przeniesiony na taśmę i powoli wjechał do samolotu. Najwyraźniej został też dobrze zabezpieczony, bo nie było widać na nim ani draśnięcia. Całą procedurę nagrywałam telefonem - w razie jakichkolwiek problemów, chciałam mieć dowód. Przy wejściu na pokład samolotu zaczepiłam pilota, który witał pasażerów, przypominając mu subtelnie, że przewozi kota - ten trick znalazłam na jakiejś amerykańskiej stronie i myślę, że wart jest zaznaczenia. Dzięki temu czułam się dużo pewniej - wiedziałam, że nikt nie przeoczył tej informacji i temperatura oraz ciśnienie w luku na pewno będzie odpowiednie.


Zbliżamy się do końca historii - lot przebiegł dość spokojnie, a dzięki temu, że Leona z nami nie było, nie zaglądałam do niego w panice co kilka minut, dodatkowo go stresując. Jedyną rzeczą, która według mnie była źle zaplanowana, było miejsce odbioru kota na lotnisku w Hiszpanii. Wyjechał on po prostu na inną linię, oddaloną nieco od karuzeli z bagażami i stał tam, aż go nie znalazłam. Moim zdaniem to bardzo słaby punkt tego lotniska - każdy mógł podejść i go zabrać. Nie był on pilnowany przez żadnego pracownika, który wymagałby ode mnie okazania biletu. Na szczęście obyło się bez dramy - znalazłam go, upewniłam się, że wszystko z nim w porządku i wróciłam do karuzeli z bagażami.

Czy uważam, że dobrze zrobiłam, przewożąc Leona w luku? Myślę, że tak. Gdyby coś miało się stać, szansa na uratowanie go byłaby naprawdę niewielka - nie wiem jak Ty, ale ja nie znam zasad kociej resuscytacji ani nie potrafię po objawach poznać, jak mogę mu pomóc. Według mnie, transport w luku jest mniej stresujący, zarówno dla zwierzaka, jak i właściciela. Ale to oczywiście moje zdanie, oparte na pozytywnych doświadczeniach ;)


Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałam. Liczę na to, że ten poradnik okaże się pomocny - ja przed lotem musiałam zbierać szczątki informacji z polskiego i angielskiego internetu, dopytywać u weterynarzy, w liniach lotniczych i w konsulacie. Dzięki mojej wytrwałości obyło się bez żadnych problemów, ale wierzę, że część z tych informacji można łatwo przegapić - dlatego chciałam zebrać je wszystkie w jednym, dostępnym miejscu.

Chętnie odpowiem na wszystkie pytania, a także poczytam o Waszych doświadczeniach :) Dajcie znać!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...