niedziela, 8 października 2017

W ostatnim odcinku - nie znoszę jesieni, Poznań i suszenie gaci

Nikomu nie obiecywałam, że to będzie "najbardziej pozytywny blog wnętrzarski w sieci"

Albo "najbardziej uśmiechnięty blog wnętrzarski w sieci"

Czy też "najcudowniejszy blog wnętrzarski w sieci, gdzie hasają tęczowe jednorożce i wszystkim jest dobrze"

Zgadza się?

Dobrze.

Bo dzisiaj mam ochotę ponarzekać. Głównie na pogodę, ale kto wie komu lub czemu się jeszcze oberwie. Więc jeśli:

a) kochasz jesień, spadające liście przyprawiają Cię o melancholijny humor, a niższe temperatury odbierasz jako okazję do zawinięcia się w koc, wypicia kakao i czytania książki i jesteś z tego powodu zachwycona,

b) przychodzisz na bloga po pozytywne treści (bo przecież życie składa się z takich wyłącznie) a nie po jęki jakiejś marudy,

to w sumie możesz dalej nie czytać. Ale jeśli jesteś przeciętnym człowiekiem, który każdego jesiennego ranka budzi się z kurwą na ustach, bo znowu pada, to zdecydowanie odnajdziesz się w dzisiejszym wpisie.



5 powodów dla których nienawidzę jesieni

1. Przemoczone buty. Mokre stopy akceptuję wyłącznie podczas spaceru brzegiem morza. Kląskające buciory to jeden z moich najgorszych koszmarów. Uprzedzam dobre rady - kalosze nie działają, po godzinie w gumie moje stopy rozpoczynają strajk.

2. Odpada jeżdżenie rowerem albo na deskorolce i trzeba przerzuć się na alternatywne metody dotarcia do miejsca docelowego czyli: na pieszo (patrz punkt pierwszy), samochodem (co trochę kłóci się z moją filozofią eko, ale wybaczcie niedźwiedzie polarne, nie będę mokła) lub tramwajem. Tyle że...

3. Przyjeżdżają studenci. Nie, żeby mi sami w sobie przeszkadzali, ale oblężenie komunikacji, sklepów, siłowni i knajp jest kosmiczne. Nagle nie możesz na spontanie wyjść na piwo, wskoczyć do Rossmanna po szampon, albo liczyć, że usiądziesz w tramwaju, żeby popracować. Nie-ma-szans.

4. W pokoju pojawia się niezastąpiony element jesiennej dekoracji czyli suszarka do ubrań. Jak pokazał ogromny odzew mojego wczorajszego posta na facebooku, to naprawdę poważny problem! Legenda głosi, że ktoś kiedyś znalazł dla niej takie miejsce, że nikomu nie przeszkadzała. Mnie się to niestety nie udało i suszarka blokuje dostęp do szafy. Trudno, będę chodzić w jednym swetrze.

5. Czego właściwie i tak nikt by nie zauważył, bo muszę na wierzch założyć kurtkę. Więc nie ma różnicy, czy pod spodem mam bluzę z dresu, koszulkę z plamą z pasty do zębów, czy wyprasowaną koszulę. To po co się starać?

Co u mnie?

Poza tym że jesień? To spoko ;) W tym tygodniu udało nam się wyrwać na kilka dni do Poznania, na koncert Stu Larsena. Event niesamowity - kameralny, jakieś 60 ludzi na sali i scena będąca platformą o wysokości 40cm. Żarty i wygłupy na scenie, rozmowy bezpośrednio po koncercie - dystans zmniejszony do minimum. Warto coś takiego przeżyć :)


Następnego dnia postanowiliśmy przejść się do Palmiarni, o której wielokrotnie słyszałam dobre opinie. I nie zawiodłam się - w ten deszczowy czwartek, spacer pomiędzy ogromnymi fikusami, opuncjami i przeróżnymi odmianami palm przeniósł mnie na moment w mój ulubiony klimat :) 



Wolne w środku tygodnia oznacza niestety, że pracę trzeba nadrobić w weekend. Jeszcze nigdy nie czekało na mnie tyle maili w skrzynce, co w piątek po południu ;) Do tej pory nie udało mi się całkowicie odgrzebać, ale jestem na dobrej drodze!

Ciekawe linki
Zdjęcie z Instagrama

To jeszcze zanim jesień przyszła na dobre. Wciąż mam jeszcze nadzieję, że uda mi się jeszcze kilka razy wyskoczyć na deskę.



Ostatnio na blogu




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...