czwartek, 24 sierpnia 2017

W ostatnim odcinku - festiwal, katalog Ikei i praca do późna

Praca pracą, ale każdemu należą się wakacje, prawda?

Nawet jeśli tylko weekendowe.

Z tą myślę w zeszły piątek wyruszyliśmy na Kraków Live Festiwal. Plan był prosty - odciąć się od pracy, naładować baterie i przywieźć mnóstwo pozytywnych wspomnień.

Melduję, że plan wykonałam w stu procentach i wracam do Ciebie ze świeżymi siłami i ogromną ilością nowych pomysłów. Fajnie, nie?


Co u mnie?

Na to lato nie zaplanowaliśmy już żadnych tradycyjnych wakacji. Wybyczyliśmy się zimą na Kanarach, w czerwcu łaziliśmy po fiordach w Norwegii i uznaliśmy, że kolejny pełnowymiarowy urlop nie wchodzi w tym momencie w grę.

Ogólnie mam okropną awersję do słowa "urlop". Kojarzy mi się z przepustką, tymczasowym zwolnieniem niewolnika z jego obowiązków. Straszne, nie? Może przesadzam, ale zdecydowanie wolę używać słowa "wakacje", "wolne" albo "wyjazd". Są takie bardziej radosne i swobodne ;)

No, więc skoro kolejne wakacje nie wchodziły w grę, postanowiliśmy, że wybierzemy się gdzieś na weekend. Festiwal muzyczny z noclegiem pod namiotem? Sounds like fun! Kupiliśmy karnety, a ja wygrzebałam opaskę do włosów z kwiatkami, zakopaną głęboko, jeszcze z czasów zeszłorocznych juwenaliów. Zapakowaliśmy namiot do auta i ruszyliśmy do Krakowa.


Na miejscu przywitała nas cudowna aura - słonecznie, gorąco, ludzie uśmiechnięci i wyluzowani. Koncerty - niesamowite. Wiesz, co jest najfajniejsze w festiwalach? Różnorodność! Część koncertową rozpoczęła Birdy - wokalistka z pogranicza popu i indie (którą swoją drogą bardzo cenię za spójność i piękny głos), zaraz po niej na scenę wskoczył Travis Scott - czyli raper (tu akurat byłam na frytkach więc ciężko mi cokolwiek o tym koncercie powiedzieć ;). Potem zagrali Alt-J, delikatny indie rock, który pokochałam od pierwszych taktów, a na koniec na głównej scenie pojawiła się Ellie Goulding - gwiazda hitów typowo radiowych ;) No sama powiedz - ekstremalnie różni wykonawcy! I to właśnie to najbardziej urzekło mnie w tym evencie - jedziesz w jedno miejsce, kupujesz jeden bilet i możesz cieszyć się różnymi gatunkami muzyki na żywo, popijając piwerko i zajadając pizzę (chrzanić zdrowe odżywianie na te trzy dni). Cudownie!




Sobota pod względem koncertowym była równie świetna, niestety zabawę popsuła... pogoda. Padać zaczęło o 17, a skończyło... w sumie nie wiem kiedy, bo w niedzielę z samego rana zebraliśmy się w popłochu z podciekniętego namiotu ;) Ja wprost nienawidzę moknąć (kto też tak ma?) więc chodzenie w płaszczyku przeciwdeszczowym wyglądającym jak worek na śmieci z kapturem i przemoczonych trampkach skutecznie zepsuł mi wieczór ;) No dobra, koncert Wiza Khalify był naprawdę wyjątkowy (razem z Bartkiem zgodziliśmy się, że był najlepszy na tym evencie), ale bawiłabym się zdecydowanie lepiej, gdyby nie padało. No cóż, uroki polskiego klimatu.


Ale przymykając oko na deszcz, to był naprawdę świetny wyjazd i cieszę się, że się na niego zdecydowaliśmy! W zeszłym tygodniu byłam już naprawdę zmęczona - ponad miesiąc na pełnych obrotach dał mi w kość. Teraz odpoczęłam i jest mi dużo łatwiej skupić się na pracy. 

No, chyba że akurat znajdę w skrzynce katalog Ikei.


Co roku wyczekuję, aż wreszcie pojawi się na moim biurku i potem z namaszczeniem przerzucam strony i chłonę inspiracje, których zawsze jest pełno na każdej kartce. Niestety, w tym roku jest inaczej - mimo, że katalog dostałam już w poniedziałek, jeszcze do niego nie zajrzałam ;) Mam nadzieję usiąść do niego w weekend. Zrobię sobie wtedy wielki kubek herbaty i pewnie wsiąknę na kilka godzin w świat idealnych, Ikeowych mieszkań. Już nie mogę się doczekać!

Ale póki co - praca, praca, praca. Okazuje się, że naprawdę dużo osób zainteresowanych jest moimi projektami - co ogromnie mnie cieszy, ale też nieco przytłacza. Szczególnie dlatego, że jestem zmuszona odkładać kolejnych klientów na późniejsze terminy (to w sumie ważne info - jeśli planujesz współpracę ze mną na jesień, napisz już teraz - wtedy szansa, ze wyrobimy się w dogodnym dla Ciebie terminie jest dużo większa). Jednocześnie staram się regularnie publikować ciekawe treści na blogu (poległam w ostatnim tygodniu, ale liczę że ze względu na mój wyjazd trochę mi odpuścisz), przygotowuję kilka bardzo fajnych współprac i ogarniam wszystkie papierkowe sprawy dotyczące firmy. Uff, trochę tego jest, nie sądzisz?


Ze względu na tak dużą ilość pracy i to, że lato chyli się już ku końcowi (z powodu czego cierpię strasznie), musiałam opracować nowy plan dnia. Żeby móc wykorzystać jeszcze tą końcówkę, pracuję wieczorami - czasem nawet do 1, 2 w nocy. Dzięki temu w ciągu dnia mogę bez wyrzutów sumienia wyskoczyć na lody, rower albo deskę i łapać słońce. Jak na razie, ten system sprawdza się doskonale. Przypomina mi czasy studiów wieczorowych :) A w jaki sposób Ty pracujesz? Jesteś bardziej produktywny rano, czy wieczorem?



Jej, ale się dzisiaj rozgadałam. No nic, już się zamykam i lecimy dalej ;)

Ciekawe linki
Nie mam nic więcej na dzisiaj. Może Ty podzielisz się jakimś ciekawym linkiem do poczytania? Plis plis?

Zdjęcie z Instagrama

Bezapelacyjnie wygrywa galeria neonów. Jeśli będziesz we Wrocławiu, koniecznie tam zajrzyj!



No i tyle :) Do zobaczenia na blogu, facebooku lub instagramie! <3

A, no i podziel się ze mną jakimiś ciekawymi linkami do poczytania, bo dwa trochę głupio wyglądają ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...