środa, 21 czerwca 2017

Jedna rzecz, której brakuje mi w moim mieszkaniu

W sumie, to nie mogę narzekać na swoje - nie swoje mieszkanie. Mam w nim wszystko, czego potrzebuję: wygodne łóżko, miejsce do pracy, kanapę na której przesiaduję z przyjaciółmi i całkiem zacną, w pełni wyposażoną kuchnię. Łazienka po małym liftingu świetnie spełnia swoją funkcję, a duża szafa mieści wszystkie moje ciuchy i pokaźną kolekcję "totalnych głupot, których jeszcze nie wyrzucę, bo mogą się przydać".

Ale jest jedna rzecz, której naprawdę, naprawdę bardzo mi brakuje.


PRZESTRZEŃ.



To przekleństwo naszych czasów. Jest nas coraz więcej, więc to zupełnie normalne, że mieszkamy w mniejszych mieszkaniach. Budujemy coraz wyżej, ale to wcale nie oznacza, że mamy więcej przestrzeni mieszkalnej. Wystarczy spojrzeć na wschód - tam, mimo że wieżowce powyżej dwudziestu pięter są codziennością, rodziny składające się nawet z 5, 6 osób mieszkają w 40-metrowych mieszkaniach.

Więc teoretycznie nie powinnam narzekać, bo taką przestrzeń dzielimy między naszą dwójkę (i kota).

Ale potem naoglądam się tych dużych mieszkań, tych loftów i kamienic, których powierzchnie sięgają trzycyfrowych liczb, i widzę, jakie możliwości w aranżacji otwiera taka przestrzeń. Jak łatwo można ją zmieniać, w zależności od potrzeby i sytuacji. Jak szybko przeobraża się z przytulnego gniazdka w centrum najlepszej domówki wszechczasów. 



Dobrze wiesz, że podobają mi się wnętrza eklektyczne. A już szczególnie te z nutką stylu industrialnego i boho. Pomieszczenia z dużą ilością obrazów, książek i przedmiotów, które teoretycznie nie pasują do siebie nawzajem, ale razem tworzą niesamowity klimat. W tych wnętrzach wcale nie czujesz się przytłoczona - wręcz przeciwnie, przestrzeń i światło sprawiają że czujesz, że możesz wziąć głęboki oddech.

Z drugiej strony, na tych moich czterdziestu metrach wcale nie brakuje mi miejsca na rzeczy. Nie zależy mi na zabudowach i szafach, w których mogłabym schować więcej i więcej przedmiotów. 

Brakuje mi wolnej, niczym nie zakrytej przestrzeni.


Żebym mogła wyeksponować biurko zrobione z maszyny po babci, które czeka na swój czas w piwnicy mojego taty.

Żebym mogła potańczyć, kiedy będę miała na to ochotę i przy okazji nie poobijać sobie piszczeli.

Żebym z łóżka nie widziała nieskończonych projektów i całego bajzlu zostawionego po pracy na biurku.

Żebym mogła bawić się w berka z kotem.

Żebym mogła zrobić zdjęcie na tle pustej ściany.

O ludzie, jak mi brakuje tych stu metrów kwadratowych.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...