czwartek, 25 maja 2017

Odważne decyzje

Wszędzie trąbią, że trzeba wychodzić ze strefy komfortu, bo to właśnie poza nią dzieją się super - hiper - medżik rzeczy. To tam są Ci wszyscy wspaniali ludzie, spełniające się marzenia, i kopytkujące różowe jednorożce.

I wiesz co?

To prawda. No, może poza tymi jednorożcami.

Podejmowanie odważnych decyzji jest bardzo trudne, ale też ogromnie satysfakcjonujące. Bo po jakimś czasie orientujesz się, że dzięki niej nauczyłaś się czegoś nowego - o świecie, o kimś, o sobie. A tej wiedzy, zdobytej nowym, początkowo powodującym strach doświadczeniem, nie da się przecenić.


Decyzja o wyjeździe, którą podjęliśmy z początkiem kwietnia, wymagała odwagi. Zostawiliśmy perfekcyjnie poukładane życie na półtora miesiąca, jadąc gdzieś, gdzie do tej pory nawet nie byliśmy. Cholera - myśmy wcześniej nawet nie słyszeli o tym miejscu. Nie mam zamiaru specjalnie temu umniejszać, porównując się do kogoś, kto zostawił wszystko i przeprowadził się na stałe na drugi koniec świata. Nasz świat został we Wrocławiu, my wsiedliśmy do samolotu - pełni obaw, ale i mega podekscytowani.

I tak patrzę na te kilka tygodni, które tam spędziłam, i uśmiecham się do siebie. Bo czuję się bogatsza o kilka rzeczy. Mniej, lub bardziej wartościowych, ale jednak - bogatsza.





Bo gdyby nie ten wyjazd, być może nigdy nie dowiedziałbym się, że hinduska kuchnia jest moją ulubioną.

Nie udowodniłabym (wszystkim, ale przede wszystkim samej sobie) że mogę i chcę pracować zdalnie i mieć możliwość robienia tego zewsząd, dokąd sięga internet.

Całkiem prawdopodobne że jeszcze długo nie przypomniałabym sobie, dlaczego uciekłam z małego miasteczka do Wrocławia. Że miejsce, w którym sklepy i restauracje zamyka się o 18, a życie na ulicach zamiera piętnaście minut później to nie jest otoczenie dla mnie. Że, wbrew pozorom, dużo bezpieczniej i raźniej czuję się w dużym mieście.

Z całą pewnością nie zaczęłabym regularnie biegać.

Nie przyznałabym racji mamie, że jednak dobrze jest mieć dom, do którego się wraca (a o tym to jeszcze napiszę, bo emocje, których doświadczyłam wpadając do mieszkania o tej trzeciej w nocy zaskoczyły mnie niesamowicie).

Nie przegapiłabym Juwenaliów i nie wiedziałabym, jak bardzo zależy mi na tym, żeby wciąż czuć, że należę do tego zwariowanego świata studentów, mimo, że mam już swój dyplom.

Nie dowiedziałabym się też, że Brytyjczycy zachowują się na imprezie w klubie jak bydło. Że dupy i cycki na parkiecie to norma, i ekipa z Warszawy to przy tym luzik jest. Cholera, w sumie tego wolałabym jednak nie wiedzieć.  ¯\_(ツ)_/¯

Dla mnie ta przygoda właśnie się skończyła. Jestem już w domu - w naszym bezpiecznym, znajomym mieszkaniu w centrum miasta, które bardzo lubię, które towarzyszy mi codziennie od niemal czterech lat. Czuję ulgę, ale i ukłucie smutku. Wiesz dlaczego?


Bo im częściej wychodzisz ze strefy komfortu, tym mniejszy problem Ci to sprawia. Tym więcej takich decyzji chcesz podejmować. Tym bardziej Twoja strefa komfortu zaczyna Cię... nudzić.

Ale może to i dobrze? Skoro to właśnie poza nią dzieją się te cuda?



PS. Już jutro zdradzę trochę więcej informacji dotyczących sporego projektu, nad którym aktualnie pracuję. Takiego, który pomoże Ci samodzielnie, poprawnie zaprojektować mieszkanie i dom. Super, nie? :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...