niedziela, 12 lutego 2017

Jedna rzecz, która jest ważniejsza od Twojej pracy.

Praca nad własnymi projektami jest bardzo trudna. Spotykasz się z wieloma problemami, o których istnieniu wcześniej nie zdawałeś sobie sprawy, szukasz odpowiedzi na pytania, których wcześniej nie zdarzało Ci się zadawać. Sam organizujesz swoją pracę - nikt nie wyznacza Ci terminów ani nie sprawdza poprawności tego, co już przygotowałeś.

No i przede wszystkim, nie masz ograniczonych godzin pracy.

Możesz pracować o 8 rano, w piżamie i z kubkiem kawy w ręce, możesz zacząć pracę o 23, kiedy reszta domu już śpi. Jednego dnia pracować nad projektem dwie godziny, a innego oddać mu cały dzień.

Ale wiesz, co jest bardzo ważne? Żebyś oprócz nauczenia się pracy nad swoim dzieckiem, nauczył się też od niego odpoczywać. 




Zdaję sobie sprawę, że większość ludzi, która kończy pracę na etacie i zaczyna robić coś na własną rękę zrezygnowała z bezpiecznej posadki między innymi dla większej wolności. Brak pracy od - do, brak szefa, który siedzi nad głową, brak zobowiązań, o ile sam ich sobie nie nałożysz. 

Ale to też brak wolnych wieczorów, weekendów i brak urlopu, jeśli sobie na to pozwolisz.



Zauważam pewną smutną prawidłowość. Ktoś, kto na poważnie zaczyna pracę nad swoim "projektem" (to może być cokolwiek, nawet album ze zdjęciami), stara się poświęcić temu każdą wolną chwilę. Wszystkie hobby, spotkania ze znajomymi, czy zwykłe lenistwo, idą w odstawkę. A jeśli tym "projektem" jest praca zarobkowa, to już jest w ogóle kosmos. Każda godzina, która nie jest przeznaczona na rozwijanie tego projektu, jest zmarnowana. I to nie tylko z perspektywy tej osoby, ale też jej otoczenia.

Bo wiesz, jak jest - jeśli człowiek pracuje w urzędzie do 15, i o 15:05 wychodzi, to wszystko jest cacy. Ale jeśli Ty, prowadząc swoją firmę, o 15 przestajesz odbierać telefony i odpisywać na maile, to coś jest nie tak. Bo zaczynasz na tym tracić! Przecież Tobie pieniądze obok nosa przechodzą i w ogóle, tak prawdziwy biznesmen nie wygląda.

No właśnie, nie wygląda. I dlatego tylu z nich jest na skraju załamania nerwowego. Bo cały czas są w pracy. Nawet jak są w kinie. Nawet, kiedy są w łóżku z żoną czy mężem. Nawet, do cholery, siedząc na kiblu.

Najtrudniejsze, to sobie to uświadomić, później idzie już łatwiej.



Ja, zaczynając pracę nad własną firmą (tak, to oficjalne ;) postanowiłam, że nie wrócę do zaharowywania się, jak to miało miejsce na studiach. Nie będę wiecznie siedzieć po nocach, przedkładać pracy ponad spotkania z przyjaciółmi i zastanawiać się, czy kłaść się jeszcze spać, czy może jednak już wziąć prysznic i zjeść śniadanie. Ustaliłam pewne zasady, których staram się trzymać. Pracuję określoną ilość godzin dziennie, nie pracuję w weekendy i mam czas żeby bez wyrzutów sumienia iść na całonocną imprezę z przyjaciółmi i spać następnego dnia do 14. I mimo, że nie poświęcam całego swojego czasu na mój "biznes" wszystko rozwija się w dobrym tempie i kierunku.



Jasne, mogłoby rozwijać się szybciej. Mogłabym mieć już dziesięć tysięcy lajków na facebooku, zamiast niecałego tysiąca. Robić więcej projektów. Mogłabym pisać pięć wpisów w tygodniu, zamiast dwóch. Mogłabym być wszędzie, nawet u Ciebie w lodówce.

Tylko jakim kosztem?

Trzymając takie tempo, wypaliłabym się pewnie do marca, zakopała pod kołdrą i nie miała ochoty ruszyć ręką, a co dopiero zerkać na bloga czy do folderu "aktualne projekty". Potem byłaby długa rekonwalescencja, powolne dochodzenie do siebie i znów szaleńczy galop przez kolejne... Dwa miesiące? Nie daję sobie dłużej.

I choć niektórzy patrzą na to krzywo, mówią, że żeby osiągnąć sukces, trzeba pracować więcej niż przeciętny etat, to ja w to nie wierzę. Uważam, że wypoczęty organizm i umysł jest w stanie osiągnąć więcej przez osiem godzin, niż zmęczony przez czternaście. I że pomimo uciekania od pracy w konkretnych godzinach, czasem trzeba sobie nałożyć pewne ramy czasowe, bo wtedy człowiek zdecydowanie lepiej się mobilizuje. Bo jeśli określisz rozsądny czas na wykonanie jakiegoś zadania i nastawisz stoper, to wykonasz je w tym czasie. Jeśli nie narzucisz żadnej granicy, to zadanie rozciągnie Ci się do wieczora. A jeśli będziesz pracował rzetelnie i faktycznie braknie Ci czasu, to spoko - przecież możesz dokończyć jutro, prawda? Czy nie chodziło właśnie o tą wolność?

Tak mi się wydaje.



Więc proszę, naucz się odpoczywać. Nie bój się poświęcać czasu na poszukiwania i znajdź to, co Cię rozluźnia. Nie daj sobie wmówić, że tylko dobra hygge książka i pyszna hygge herbata wypita pod hygge kocem jest w stanie Cię zrelaksować. Jeśli wolisz iść do głośnego pubu i wypić zupełnie-nie-hygge drinka, to idź. Jeśli relaksuje Cię malowanie, pisanie wierszy, pieczenie ciast, jazda na deskorolce albo nauka obcego języka, to rób to. Jeśli najlepiej odpoczywasz na siłowni, w muzeum, w lesie czy nawet w środku najbardziej zatłoczonego rynku Polski, to tam właśnie idź. 

Tylko, do cholery idź. Idź, odpocznij, należy Ci się. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...