czwartek, 7 stycznia 2016

[na marginesie] Jaką panią domu jestem naprawdę?

Po dźwięku budzika przeciągasz się w świeżej, wyprasowanej pościeli. Spuszczasz bose stopy na puchaty dywan i spokojnym krokiem idziesz do kuchni, by jednym przyciskiem zrobić sobie wyborną, świeżo mieloną kawę z ekspresu. Przeciągasz ręką po blacie - jest dokładnie taki, jaki sobie wymarzyłaś - z litego dębu. Głaskasz kota, który nagle pojawił się pod Twoimi nogami i zmierzasz do łazienki. Zmywasz resztki snu chłodną wodą i wycierasz twarz w pachnący ręcznik. Uśmiechasz się do swojego odbicia - Twoje włosy są w lekkim nieładzie, ale i tak wyglądasz nieźle. Nic dziwnego - jesteś przecież perfekcyjną panią domu.

Znasz to?

Ja też nie. 

Nigdy nie udawałam, że jestem perfekcyjną panią domu, która przykrywa kanapki kuchennym ręcznikiem. To nie tak, że się wyśmiewam - naprawdę chciałabym nią być! Nie masz pojęcia, ile by to ułatwiło! Nie musiałabym w pośpiechu upychać wiszących na krześle ciuchów do szafy, trzepać koca z kocich kłaków albo chować prasowania do wanny, za zasłonkę prysznicową (true story). W mieszkaniu zawsze ładnie by pachniało, na blacie nie byłoby okruchów, a kot byłby wyczesany, najedzony i wygłaskany.



Ale cóż, nie jest tak. Wiesz, jak wyglądałby przedstawiony we wstępie poranek w moim wykonaniu?

Obudziłabym się po trzeciej "drzemce" - czyli jakoś 15 minut po czasie, przykryta po sam nos, bo w mieszkaniu zimno. Kiedy jednak przemogłabym się i wyturlała z łóżka, do bosych stóp momentalnie przyczepiłby się koci żwirek. Pierwszą rzeczą po wejściu do łazienki byłoby posprzątanie kuwety, później umyłabym twarz, ale wytarłabym ją nie w puszysty, a raczej szorstki ręcznik - nie mam przecież czasu go wyprasować. Na szczęście o poranną dawkę kofeiny nie muszę dbać sama - parującą kawę dostałabym do rąk zaraz po wyjściu z łazienki, jednak łyżeczkę do jej zamieszania musiałabym odnaleźć wśród brudnych naczyń, lub w najlepszym wypadku na suszarce. Szybkie spojrzenie w lustro byłoby dopełnieniem tego, jakże perfekcyjnego poranka.



No nie jestem! Za cholerę nie jestem perfekcyjną panią domu. Główna zasada, jaką się kieruje, powoduje, że chyba nigdy nią nie zostanę. Bo jak niejednokrotnie powtarzałam - wolę pracować sprytnie, niż ciężko. Jestem zatem... sprytną panią domu. Choć tylko w swoim mniemaniu, bo ktoś inny mógłby mnie nazwać niechlujną panią domu. Albo dziadowską panią domu. W ostateczności taką



Pytaniem, które powinno Ci się teraz nasunąć, jest - dlaczego? Śpieszę z wyjaśnieniami:

  • Nigdy nie czyszczę i nie pastuję butów. Wszystkie sportowe, materiałowe i balerinkopodobne wędrują do pralki. Reszta wycierana jest w razie potrzeby chusteczkami dla niemowląt, ale tylko wtedy, kiedy naprawdę się wybrudzą.
  • Nóż do chleba po użyciu i otrzepaniu z okruszków wędruje z powrotem do szuflady. (chyba wszyscy tak robią, nie?)
  • Zdarzyło mi się odcedzać ziemniaki do umywalki w łazience, bo zlew był akurat pełen brudnych garów.
  • Prawie nie używam ścierek - jedynie w kuchni, do wycierania rąk lub podnoszenia gorącej pokrywki. Do sprzątania służą mi jednorazowe chusteczki nasączane detergentem i papierowe ręczniki, które zużywamy w zastraszającym tempie.
  • Wszystkie powierzchnie poziome (półki, blaty, komody, pralkę) czyszczę jednym specyfikiem. PŁYNEM DO SZYB.
  • Nie znoszę zmywać podłóg. Często czyszczę je wybiórczo - tam, gdzie coś chlapnęło. Używam do tego celu oczywiście papierowego ręcznika i płynu do szyb.
  • No dobra - świeżą plamę z podłogi zdarza mi się także wytrzeć skarpetką :)
  • Zakurzoną umywalkę w łazience przecieram chusteczkami dla dzieci, zaraz po tym, jak zetrę nimi makijaż.
  • Kiedy jesteśmy sami w domu, nasza czerwona kanapa zaścielona jest czerwonym prześcieradłem. Dlaczego? Dzięki temu nie muszę odkurzać kociej sierści, zanim przyjdą znajomi. 
  • Zdarzało mi się chować brudne gary (w szczególności patelnie) do piekarnika, kiedy ktoś miał wpaść, choć to niestety słabe rozwiązanie na dłuższą metę.



Wow, prawie jak na spowiedzi. Założę się, że choć kilka z tych punktów nie dotyczy jedynie mnie, prawda? Ty też masz jakieś małe sekreciki, nie?

No nie daj się prosić, podziel się! Życie jest za krótkie, by brać je na poważnie :) Pośmiejemy się razem!

Zdjęcia: Kasia Chiluta, Juliana Bonfim
Modelka: Ruth Ellen
Edycja: Kasia Chiluta
Produkcja : Ariane Soriano, Thamires Cursino, Tay Lebart


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...