piątek, 10 kwietnia 2015

[na marginesie] kiedy wracasz do rodziców

Każdy student to zna. Przychodzą święta, pakujesz kilka par majtek do torby i jedziesz do rodziców. Czysta sielanka - tydzień bez mycia garów, gotowania obiadu czy sprzątania łazienki. Wszyscy niezwykle cieszą się z twojej obecności - wreszcie wróciłeś na kilka dni. Mama szykuje ci kanapki na kolację, a tata zagaduje do późnych godzin wieczornych. Rodzeństwo kłóci się o to, kto spędził z tobą więcej czasu i komu teraz należy się uwaga. Tylko to wszystko jest jakieś dziwne, kiedy orientujesz się, że nie pamiętasz już, gdzie rodzice trzymają cukier.





Dwa rodzaje rodzicielstwa


Kiedy rozmawiam z moimi znajomymi o powrotach do rodzinnych miejscowości, często zauważam dwa zupełnie skrajne poglądy na sprawę. Niektórzy rodzice, tacy jak moi, po prostu cieszą się, że przyjeżdżasz. Oni już dawno pogodzili się z myślą, że ich dziecko jest dorosłe. W mieszkaniu jest kilka twoich rzeczy, takich jak szczoteczka do zębów, piżama i ulubiony kubek, w którym rano dostajesz herbatę. Ale pokój, w którym mieszkałeś przez dwadzieścia lat został już zagospodarowany - na sypialnię, pokój rodzeństwa albo składzik. Ciężko jest im mieć za złe, po co ma stać pusty przez większość czasu. Ich podejście do twoich powrotów też jest specyficzne - czekają, cieszą się, ale zawsze mówią - twoje studia i twoje życie jest dla ciebie najważniejsze. Nie patrz na nas, przyjedziesz za tydzień, a teraz ucz się do tego kolokwium.

Po drugiej stronie stoją rodzice dotknięci syndromem opuszczonego gniazda. To oni wymagają, żebyś co weekend przyjeżdżał do domu. Mama co tydzień szykuje i mrozi pięć obiadów, żebyś mógł je sobie zabrać do akademika. Przecież nie masz czasu gotować, a jej nie robi to różnicy, czy zrobi cztery czy pięć kotletów. W twoim pokoju, od czasu wyjazdu na studia nie zmieniło się nic - jest łóżko, biurko, nawet plakat transformersów na ścianie. Twoje królestwo po przyjeździe z zatłoczonego, studenckiego mieszkania. Wieczorem uczysz się przy licealnym biurku, bo rodzice rozumieją, że musisz przygotować się na poniedziałek.



Tak naprawdę, trudno się dziwić rodzicom. Niektórzy łatwiej przyjmują myśl, że ich pisklak idzie w wielki świat i musi dać sobie jakoś radę. To często ci, którzy sami szybko opuścili dom i założyli własne rodziny. Ułatwione zadanie mają również ci studenci, których rodzice wciąż mieszkają z ich młodszym rodzeństwem. Czują że jeszcze mają kim się opiekować. Z tego samego powodu najtrudniej jest wypuścić z gniazda najmłodsze dziecko - po tym fakcie zostają puste i ciche ściany.

To czas na samodzielność


Bez znaczenia, do której grupy należą Twoi rodzice, moim zdaniem decyzja o wyprowadzce powinna wiązać się z wzięciem za siebie całkowitej odpowiedzialności. Jakoś ciężko mi zrozumieć moich rówieśników, którzy na weekend zawożą swoim mamom ciuchy do prania i prasowania, czy przywożą gotowe obiady na cały tydzień. Jasne, mnie też mama wrzuca do torby wałówkę - jakieś krokiety, mięso z obiadu (będziesz miała na jutro) czy porcję zupy w słoiku. Ale we wtorek muszę już sobie obiad ugotować - i tak do kolejnego przyjazdu do domu. Mieszkanie "na swoim" wymaga sporej samodzielności i odpowiedzialności. I to we wszystkich dziedzinach, jakie możesz sobie wyobrazić.

Rodzice czasami sami zachęcają do zrzucenia niektórych obowiązków na nich - mają wtedy poczucie, że są potrzebni i mogą pomóc. Szczerze? Jeśli nie pozwolisz sobie pomóc raz, czy drugi, bardzo szybko zajmą się czymś innym. Czymś, na co być może wcześniej nie mieli czasu, co sprawi im frajdę i przyjemność. O wiele przyjemniej patrzy się na mamę realizującą swoje pasje, niż piorącą twoje gacie. Zaufaj mi.

Ten teks powstał po to, żeby ulżyć mojej frustracji, którą czuję widząc dwudziestoparolatków, którzy nie potrafią ugotować spaghetti z torebki ani ustawić pralki. To jest ten czas - kiedyś będzie się trzeba tego nauczyć. Szczególnie, jeśli mieszkasz sam, choćby w akademiku i tylko pięć dni w tygodniu. Niewielki procent studentów wraca po studiach pod skrzydła rodziców. Masz kilka lat żeby nauczyć się wszystkiego, co będzie Ci potrzebne po dostaniu dyplomu.




"Na marginesie" to nowa, zupełnie świeża część InteriorSmoothie. Czasem chcę się z wami podzielić przemyśleniami, nieco odbiegającymi od głównej tematyki bloga, stąd też powstał ten pomysł. Dajcie mi znać, czy chcecie czytać więcej tego typu postów, czy wolicie, abym została przy tematach które do tej pory pojawiały się na blogu. Z góry wielkie dzięki!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...