sobota, 25 kwietnia 2015

Jestem ubezwłasnowolniony

Zapewne większość z Was wie, na czym polega kobieca dyktatura. Niby spokojnie, niby „Bartoszku”, grzecznie i pytająco, ale tak naprawdę nie masz wyboru. To, że nie masz wyjścia, zdradza Ci sama natura pytania: „Co sądzisz o takich niebiesko turkusowych rzeczach do kuchni?” – i już wiesz, że jesteś w dupie. Mam jednak swoje zdanie, wolałem neutralny kolor (czarny, biały, szary) lub bardziej intensywny (czerwony, ciemnoniebieski). Oczywiście jeśli odpowiemy „Nie, bo…”, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby ponowić pytanie następnego dnia. I następnego, do skutku. No i zmieniamy, bo przecież ileż można słuchać tego samego. I tak, mamy turkusowo niebieskie rzeczy w kuchni.

Jak to jest mieszkać z dziewczyną, która lubi urządzać mieszkanie? Na pewno ciekawie – nieczęsto widuję, jak ktoś maluje patyki na biało. Bardzo dużo, bardzo rozgałęzionych patyków. Trochę upierdliwie – uwaga, patyki trzeba przystroić („Pomożesz mi?” Pewnie, że pomogę…). Co chwilę w mieszkaniu pojawia się jakaś nowa rzecz i nie powiem, potrafią być one naprawdę ładne. Nie rozumiem tylko, po co je tak często zmieniać. Ta doniczka (oklejona białymi patykami) wygląda dobrze i po to się ją robiło, żeby była, ale „już trochę postała, zrobię coś nowego.”Nauczyłem się też czegoś. Nauczyłem się myśleć o rzeczach, o których nigdy normalnie bym nie myślał. Już wyjaśniam. „Co sądzisz o [tutaj bardzo dokładny opis, czasami poparty zdjęciem]?” No i muszę się zastanowić, co o tym sądzę, bo póki co nie sądzę za wiele. Już się nauczyłem, że odpowiedź „Jest mi to obojętne” powoduje u niej przewracanie oczami, głośne wciągnięcie powietrza (przez które w nosie znajdą się muchy i mnóstwo paprochów) i jeszcze głośniejsze jego wypuszczenie. Kiedyś mogłoby się to źle dla niej skończyć, więc poświęcę chwilę i zastanowię się, czy takie ozdoby, takie składane, takie kolorowe, takie z papieru na patykach będą dobrze wyglądały.

„A może by jej (tj. Gruszce (tj. kotu)) przyczepić dzwoneczek na szyi?” Patrzę na kota, kot patrzy to na mnie, to na Justynę. Pomimo małego mózgu, najwyraźniej czuje że coś jest nie tak. Odwracam się i mówię „Możesz jej założyć”. Nie patrzę na kota, żeby nie czuła, że to ja wydałem wyrok. Póki co od dzwoneczka uratowała ją operacja i dwa tygodnie w kubraku. Nie każdy ma tyle szczęścia.

Nie mogę jednak powiedzieć, że takie „urozmaicanie” wnętrza jest czymś okropnym, ale też nie uznam tego, za coś genialnego. Każdy ma swoją pasję, a póki się o nią nie potykam, jest w porządku. Wielka szkoda, że dwa kierunki trochę utrudniają pracę nad ozdobami. WIELKA. Ale poczekajcie aż przyjdzie sesja - blog zostanie zasypany zdjęciami nowych rzeczy, ja natomiast tymi rzeczami. Bo nic tak nie poprawia humoru, jak jakaś plecionka z okazji braku wolnego czasu.

Bartosz

2 komentarze:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...