czwartek, 1 stycznia 2015

Zimowa miękkość


Tekst miał pojawić się dwa dni temu... Trudno, zapraszam na lekko opóźnioną notkę :)

Od kilku dni skradała się na palcach, czerwieniąc nosy, malując wzory na szybach samochodów i zamieniając kałuże w malutkie lodowiska. Dziś dotarła do Wrocławia w pełnej krasie i opruszyła śniegiem dachy budynków, drzewa i trawniki, powodując że wszystko wydaje się być bardziej czyste. Zima, bo oczywiście o niej mowa, spóźniła się chwilkę na święta, ale, choć wydawało się to niemożliwe, wreszcie do nas dotarła. Wreszcie - bo ja naprawdę lubię zimę, ale taką prawdziwą, mroźną. Uwielbiam jeździć na łyżwach, rzucać się śnieżkami, czy po prostu spacerować po białych ulicach. W takie dni, po powrocie do domu robię kakao i zawijam się w miękki koc. Miękki - bo takie właśnie powinny być tkaniny zimą :)



W sezonie jesienno-zimowym obserwujemy powiększenie się w sklepach asortymentu poduch i koców. Co tu dużo mówić - wielu z nas właśnie z tymi akcesoriami spędza całe zimowe wieczory ;) Łatwo też zauważyć jak zmieniają się tekstylia domowe w tym czasie - z półek znikają jaskrawe barwy, szorstkie materiały, którymi stroiliśmy dom na lato, pojawiają się natomiast barwy stonowane, ciepłe a przede wszystkim - milutkie, miękkie materiały. Czasem trochę się ich boimy - wydają się nam niepoważne, zbyt dziecięce. 

źródło: Pinterest

Jak widać na powyższych przykładach, niepotrzebnie. Tkaniny z długimi włosami sprawdzają się idealnie podczas zimnych miesięcy. Wprowadzają wrażenie przytulności, o którym pisałam kiedyś tutaj. Takie misiowate akcesoria wyglądają dobrze nie tylko w sypialni, ale także w salonie, czy pokoju dziecka. Każdy z nas chętnie zatopi się w poduchach o konsystencji chmurki, mam rację?

źródło: Pinterest

Innym ciekawym rozwiązaniem jest dywan ze sztucznej baraniej skóry. Wygląda pięknie, a miękkość pod stopami jest bardzo przyjemna, jednak zastanawiam się nad funkcjonalnością tej ozdoby. Na pewno sprawdzi się w sypialni (choć raczej w domu bez dzieci) i w domowym biurze, ale czy w salonie? Nie chciałabym wylać na taki dywan czerwonego wina...

źródło: Pinterest

Ostatnio niezwykle popularne jest również wyściełanie krzesła sztucznym futrem. Nie mam pojęcia kto zapoczątkował tę modę, ale na pewno takie rozwiązanie jest ciekawe i oryginalne. Nie wspominając o tym, jak wygodnie i miło siedzi się w takim krześle ;) Tak ozdobione krzesło wprowadza też delikatne wrażenie luksusu, nie sądzicie? Dodanie takiego elementu nawet do całkiem prostego salonu spowoduje zmianę jego odbioru... Warte wypróbowania!

źródło: Pinterest

Jeśli jednak nie jesteście fanami długowłosych tkanin, lub jesteście alergikami, polecam zainspirowanie się powyższymi dekoracjami. Zarówno girlandy, jak i wieniec na drzwi zrobione zostały własnoręcznie - z tiulu, filtrów do kawy i bibuły. W internecie można znaleźć dziesiątki tutoriali, które krok po kroku wyjaśnią, jak stworzyć te puszyste elementy. Może nie można się do nich przytulić, ale w mieszkaniu bezapelacyjnie zrobi się cieplutko. Jeśli nie czujecie się na siłach, tiulowe pompony możecie też kupić... Gdzie? Sprawdźcie w notce o Targach Rękodzieła.

Jest jeszcze jeden element, który wprowadza mnóstwo miękkości, ciepła i uroczności do wnętrz...


Tak, tak, dzisiejsza notka ma na celu przedstawienie wam kogoś... Poznajcie Gruszkę :)


Gruszka (vel Becca) jest moim prezentem urodzinowym. Dziś mija miesiąc, od kiedy zamieszkała z nami. Początki były trudne... Pierwsze pięć dni spędziła pod łóżkiem lub pod wanną. Wychodziła tylko wieczorem i wtedy też próbowaliśmy ją karmić i zgodnie z radami wszystkich for internetowych - nie zwracać na nią uwagi. Dopiero po tygodniu poczuła się na tyle pewnie, by wyjść podczas dnia, jednak szybko wracała do swojego ulubionego miejsca.


Na szczęście po około 10 dniach nastąpił przełom i kotka zaczęła pojawiać się w różnych dziwnych miejscach (przez chwilę myśleliśmy, że posiada umiejętność teleportacji... ;) Niedługo potem siadała przy nas na kanapie, przychodziła, żeby się głaskać, a nawet zaczepiała łapką, żeby zwrócić naszą uwagę.



Teraz jest wdzięcznym kompanem wszystkiego co robimy. I do tego niezwykle miękkim i uroczym elementem wyposażenia, co mogliście już zauważyć na zdjęciach. Bardzo cieszy mnie fakt, że jest z nami. To trochę bojaźliwy kot, który nie lubi innych zwierząt, ani małych dzieci, jest za to niesamowitym pieszczochem. Cieszymy się, że możemy dać jej trochę ciepła i spokoju :)


4 komentarze:

  1. ja się ostatnio zorientowałam, że moja Kot jest ze mną już ponad dwa lata. niesamowite, jak czas leci. :O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasza jest z nami raptem miesiąc, ale już się z nią zżyłam :)

      Usuń
    2. takiego dużego koteła wzięliście? ja już przy półrocznym miałam trochę wątpliwości.

      Usuń
    3. A dlaczego?
      Nam zależało, żeby to był już dorosły, starszy kotek. Chodziło o to, żeby był spokojny, nie skakał za bardzo po meblach i nie niszczył. No i chcieliśmy dać mu (czy w tym wypadku jej) jeszcze trochę szczęścia w tym kocim życiu :). I muszę przyznać, że zaklimatyzowala się rewelacyjnie :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...